698 327 315 info@polinfor.pl

 

 

Wielkie konflikty o fundamentalnym znaczeniu – iPhone czy Samsung Galaxy? Hamburger czy pizza? Londyn czy Nowy Jork? I wreszcie – Windows czy Mac OS? Rzucają się wszyscy sobie nawzajem do gardeł, wyzywają od hipsterów, albo cebulaków, patrzą na siebie spod byka i parskają z niesmakiem… Dobra, chyba trochę za daleko zabrnęliśmy. Poruszam ten temat na naszym firmowym blogu, nie bez powodu. Ostatnio w naszej firmie pojawił się obcy – MacBook Pro mu na imię – ma ponad 15 cali, jabłko mu się jarzy złowrogo, cały z amelinium jest… Ok, ok – koniec żartów, teraz będzie na poważnie.

Zanim jednak zacznę, dodam istotną informację na swój temat – jestem pogromczynią laptopów. Wykrywam wszystkie wady, u mnie sprzęt komputerowy przechodzi prawdziwy BootCamp i rzadko wychodzi z tego doświadczenia cało. W swojej niezbyt długiej karierze doprowadziłam do skraju totalnego załamania trzy laptopy (jeden, dzięki Bogu, był u mnie tylko na kilka miesięcy).  Wszystkie od nowości. Acer Aspire (świeć laptopowy bożku nad jego mechaniczną duszą) po niecałych trzech latach ze mną wygląda, jakby przetrwał II wojnę światową – doświadczył wymiany matrycy, wymiany płyty głównej, wymiany gniazda zasilania, padło w nim wejście na audio, została wymieniona klawiatura (bo poodpadały klawisze), przy podnoszeniu plastiki trzeszczą z przerażenia, a oryginalny zasilacz został zagryziony przez psa jak miał raptem miesiąc (zasilacz miał miesiąc, pies z pół roku). Myślicie, że nie jest tak źle i ubarwiam tę historię? Niestety – to sama prawda. Ostatecznie pożegnałam się z nim z radością, ponieważ pod koniec pobytu u mnie, dysk zaczął wydawać odgłosy agonii. W tym oto dniu pod moją pieczę trafiło Lenovo. Przywitało mnie radośnie – bluescreenem i bolesnym przytrzaśnięciem skóry na kolanach. I tu mam pytanie na panów-izynierów z Lenovo – serio? Zaprojektowaliście klapę tak, że nie można bezboleśnie używać LAPtopa na kolanach? Przemyślcie to dobrze – bo jak sama nazwa wskazuje ten komputer służy DO TRZYMANIA GO NA KOLANACH (LAP LAP LAP). Ale najśmieszniejsze miało się dopiero zacząć. Sam sprzęt miał mniej, niż dwa lata. Powinno się pracować na nim całkiem przyzwoicie – w końcu dysk SSD, mocny procesor z AMD, nienajgorsza karta graficzna. Dla kogoś kto głównie pisze, obrabia zdjęcia i przygotowuje materiały graficzne w Photoshopie – powinno całkowicie wystarczyć. Ale nie – jęczał z przerażenia podczas pracy na dwóch przeglądarkach (Chrome i Firefox), uruchomienie Photoshopa spowodowało gwałtowny wzrost obrotów, a sam laptop nagrzewał się tak, że można było usmażyć na nim jajecznicę. Tak – przegrzewanie się to był najgorszy mankament, a najzabawniejsze jest to, że nie włączał się wiatrak… Należało uruchomić go ręcznie poprzez program. Super, nie? Windows parokrotnie dawał znać o sobie – a to komputer odzyskał sprawność po nieoczekiwanym zamknięciu, a to Lightroom wyrzuca brak odpowiedzi, a to uruchamianie trwa pół wieku… Tak, przypominam – dysk SSD i te sprawy. Lenovo szczęśliwie wróciło do swojego właściciela i nie zdążyłam zrobić mu większej krzywdy.

Po tym sążnistym wstępie pora na konkrety. Podkreślam (jakby ktoś nie zauważył) mocno subiektywne podejście do rzeczy. Ja naprawdę wielkich wymagań odnośnie sprzętu nie mam – pracuję głównie w przeglądarkach internetowych (gdzie obsługuję system pozycjonowania, piszę artykuły i opiekuję się kanałami social media naszych klientów), często na grafikach (robię zdjęcia, które przechodzą proces podstawowej obróbki, przygotowuję materiały do publikacji w internecie, pracuję nad stronami www). Nie montuję filmów, nie pracuję na grafice wektorowej, nie korzystam z programów do grafiki 3D. I nie gram w gry. Tak naprawdę od laptopa oczekuję dwóch rzeczy – stabilności systemu i wydajności. Nie chcę ciągłych aktualizacji, po których musiałam dwukrotnie robić recovery systemu (tak Windowsie – to o tobie), nie chcę nieoczekiwanych zamknięć, komunikatów w stylu program XYZ nie odpowiada. To nie wpływa dobrze na jakość mojej pracy. Z tego powodu postanowiłam twardo – pora na drastyczne zmiany, bo kolejnego laptopa też z pewnością zamorduję.

Dlatego wybrałam MacBooka Pro. Bo jest ładny? No ba. Ale to naprawdę nie jest ważne. Jest dość ciężki i bardzo solidny – nie trzeszczy, jak go podnoszę, jest zimny (dzięki czemu koty się na nim nie kładą, jak sobie leży zamknięty na biurku). No i mogę wygodnie na nim pracować, a lubię pracować na kanapie, łóżku, lub przy kuchennym stole. Nie jestem typem przyspawanym do biurka. Dodam, że kupiony komputer nie jest nowy – chciałam najpierw spróbować zanim wydam od 10-14 tysięcy na laptopa.  Sam system jest zupełnie inni niż Windows, ale oswoiłam go całkiem sprawnie – następnego dnia miałam już zainstalowane całe potrzebne mi oprogramowanie (dzięki Adobe za programy dostępne w systemie subskrypcyjnym). Działa mi prawie wszystko – mogę odtwarzać filmy, przerzucać zdjęcia, ba – nawet Nokia Lumia za pomocą odpowiedniej aplikacji działa. Tylko NapiProjekt nie działa. Ale spokojnie, myślę że przetrwam bez ;). System jest stabilny – nie wywalił się ani razu, nie muszę instalować programów antywirusowych, nie muszę przerywać pracy, by zrobić aktualizację, może sobie ciągle działać w uśpieniu, dzięki czemu jest natychmiast gotowy do pracy. Czasem się nagrzewa (aluminiowa obudowa oddaje ciepło) podczas wchodzenia na tryb turbo boost (wiecie, że Lightroom jest cholernie zasobożernym programem? To już wiecie. Photoshop może mu czyścić buty). Parametry sprzętowe są dla mnie wystarczające – mocny procesor i7 z czterema rdzeniami, raptem  8GB RAM, nie mam dysku SSD, ale mam dwie karty graficzne – ta dodatkowa ma 1GB pamięci własnej. Wszystko śmiga – a da się go nieco ulepszyć, montując dysk SSD i dorzucając więcej RAM. Czy ma wady? Owszem. Największą z nich jest inny układ klawiatury – alt w miejscu ctrl, dzięki czemu początkowo uruchamiałam jakieś dziwne rzeczy zamiast zrobić polski znak. Mam angielską wersję systemu i przeglądarki (używam Chrome – bo się przyzwyczaiłam), mi to jednak nie przeszkadza (pewnie da się to gdzieś łatwo zmienić). Wadą jest też przejście na zupełnie inny system – wszystko jest odwrotnie (przyciski do zamykania i minimalizowania okienek są po lewej) ustawienia uruchomionych programów zmienia się na pasku, który się wyświetla na górze, i tak dalej. Mimo, że mój model nie posiada Retiny, to rozdzielczość i wyświetlanie kolorów powala. A najlepsze jest to, że działa na nim zewnętrzna karta muzyczna, dedykowana do systemu Windows,  a  projektor prawidłowo wyświetla obraz od pierwszego podłączenia (nie ma HDMI, ale bardzo tanio można kupić przejściówkę z Thunderbolt, która działa), Kino domowe nie ucierpiało na tej przesiadce (i tak mamy do dyspozycji jeszcze to nieszczęsne Lenovo, więc wielkiej katastrofy i tak by nie było). Z detali, które dla mnie są bardzo istotne – gniazdo ładowania i sposób podłączenia ładowarki. W Acer Aspire miałam poważny problem – gniazdo zasilania było tak słabym punktem, że rozwaliło się po kilku miesiącach. Tutaj to jest niemożliwe – kabel trzyma się na magnesie, przy mocniejszym pociągnięciu po prostu się wypina, nie uszkadzając styków.

Dla kogo będzie dobry MacBook? Z pewnością dla grafików i osób, które dużo piszą. Nie ma co się obawiać, że stracimy na funkcjonalności – większość programów ma wersje na Mac OS. To bardzo solidny laptop do pracy. Komu go nie polecam? Przedsiębiorcom, którzy samodzielnie prowadzą księgowość i rozliczają się z ZUSem – program Płatnik Wam nie zadziała ;). Podobno nie będzie to również dobry wybór dla programistów – ale tu się nie wypowiem. Ja wiem jedno – zostaję przy systemie Mac OS i kolejnym laptopem z pewnością będzie nowsza wersja MacBook Pro.